przejrzałam raz jeszcze cały Twój wątek by sobie odświeżyć całość sprawy.
Wygląda na to, że zostanie zastosowane radykalne naświetlanie. Potwierdza to nasze podejrzenie, że chorobę należało traktować jako postać ograniczoną DRP.
Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, jednak trudno nie podsumować tego w ten sposób: diagnostyką i specjalistycznym leczeniem onkologicznym powinny zajmować się wyłącznie ośrodki referencyjne. To, że zabierają się za to np. szpitale powiatowe, nie mające m.in. możliwości przeprowadzenia odpowiedniego rodzaju terapii skojarzonej - jest bardzo niepokojące i.. zwyczajnie niedopuszczalne
Do bieżącej sytuacji można odnieść w zasadzie jedynie poniższy fragment zaleceń diagnostyczno-terapeutycznych:
Cytat:
W niektórych metaanalizach wykazano korzyść z wczesnego wdrożenia radioterapii i w związku z tym celowe wydaje się rozpoczęcie radioterapii nie później niż w trakcie trzeciego cyklu chemioterapii. Ważne jest, aby zastosowanie równoczesnej chemioradioterapii nie wiązało się ze zmniejszeniem założonej intensywności chemioterapii.
Do takiego leczenia można kwalifikować wyłącznie chorych w dobrym stanie sprawności i bez innych czynników zwiększających ryzyko poważnych powikłań. Chemioradioterapii nie powinno się stosować u chorych z obecnością przerzutów do nadobojczykowych węzłów chłonnych i/lub płynu w jamie opłucnej oraz z guzem o dużych wymiarach, uniemożliwiających zastosowanie dawki radykalnej. Obszar napromieniany powinien obejmować przynajmniej zmianę pierwotną i zajęte przerzutami okoliczne węzły chłonne [2, 3].
Mniej korzystne jest rozpoczęcie napromieniania po zakończeniu chemioterapii, która przyniosła obiektywną odpowiedź; metodę tę powinno się stosować tylko w sytuacji, kiedy niemożliwa jest równoczesna chemioradioterapia.
Mimo wszystko jednak bardzo pozytywną informacją jest to, że mama jest już pod opieką DCO. I, że najprawdopodobniej podjęto się przeprowadzenia konsolidującej radioterapii, stanowiącej niezbędną część leczenia radykalnego.
Szanse więc wciąż są..
Ta szansa zostanie wykorzystana dzięki Waszej determinacji do poszukiwania dalszych rozwiązań. Zrobiłyście co w Waszej mocy i jesteście bardzo dzielne.
ściskam.
DumSpiro-Spero,
Bardzo dziękuję za szybką odpowiedź, to wiele dla mnie znaczy....
Od początku nie potobało mi się "leczenie" mamy.Jeszcze raz podkreślam,że to dzięki temu co tu czytałam w wielu wątkach wiedziałam do czego mam dążyć.
Nie chciałam zanudzać opowieściami o walce o każde skierowanie, ale czasami wieczorem sama nie wierzyłam w to co udało się załatwić w jeden dzień. Milion telefonów, poruszeni wszyscy znajomi i ich znajomi i w jeden dzień załatwiona wizyta u neurologa i skierowanie na rezonans( czas oczekiwania w naszej przychodni ok 2 mieś) Wybaczce, ale musałam się pochwalić
Wiem co to za paskudna choroba i znam statystyki, ale mimo wszystko jestem dziś przeszczęśliwa....mama czuje się świetnie, też jakby dostała zastrzyku energii...
Mam iskierkę nadziei i wierzę,że tak szybko nie zgaśnie.
DAwno mnie nie było, ale chciałabym poinformować Was co u nas.
W czerwcu mama miała naświetlaną głowę(kilka razy), później klatkę piersiową (minęło trochę czasu i nie pamiętam dokładnie ile tego było, ale trwało to prawie miesiąc). W listopadzie wykonywane było tk głowy,później klatki piersiowej . Wyniki są bardzo dobre. Mama czuje się na tyle dobrze,że ja wróciłam na razie do pracy, a Ona opiekuje się moim dwuletnim synem. Marwię się cały czas i nie przestaje myśleć o chorobie.....tak długo jest już dobrze a mnie prześladują statystyki.
Mimo tego jestem pełna optymizmu, niech będzie tak jak najdłużej!!
Pozdrawiam
i oby jak najdluzej..przyklad twojej mamy jest dla reszty chorych swiatelkiem w tunelu...trzymam kciuki:)az milo przeczytac takie dobre wiesci wieczorem..:)
Chłoń każdą chwilę i ciesz się każdym dniem!:)
Ściskam
_________________ --
Bernadeta
...nadzieja ma skrzydła, przysiada w duszy i śpiewa pieśń bez słów, która nigdy nie ustaje, a jej najsłodsze dźwięki słychać nawet podczas wichury...
Mama 08.01.2012r [*]
Tato 13.08.2013r [*]
WITAM! aż trudno uwierzyć,że od ostatniej wizyty minął rok....
Wynik grudniowego tomografu jest ok, ogólnie mama czuje się bardzo dobrze, ale pojawił się inny problem i mam nadzieję,że coś podpowiecie,bo od tego co słucham w przychodniach i w szpitalach po prostu głupieje....
W wielkim skrócie.....
wykryto u mamy kamienie na woreczku zółciowym. Bóle ostatnio są bardzo dokuczliwe. Lekarz pierwszego kontaktu kazał to natychmiast zoperować i dostałyśmy skierowanie do chirurga i do szpitala. Podczas pierwszej wizyty w poradni przyszpitalnej doktor chirurg zażądał opinii onkologa, czy ten widzi jakieś przeciwwskazania do zabiegu. Z tym dokumentem kazał przyjść do innego już pana doktora ustalić datę zabiegu. Pani onkolog wystawiła zaświadczenie o treści: onkologicznie przeciwwskazań brak. Poszłyśmy dziś ustalić ten termin i pan ordynator poprosił jeszcze o opinie pulmunologa, bo nie wiadomo czy mamy płuca wytrzymają narkozę. Zostałam z nim chwilę w gabinecie sama i powiedział mi , że w ogóle zastanowił by się nad zabiegiem, bo może on ogólnie zaszkodzić mamie. zabrzmiało to trochę jak: mama i tak przecieź umrze więc po co jej teraz ten zabieg...
Co o tym myślicie?
W wielkim skrócie.....
wykryto u mamy kamienie na woreczku zółciowym. Bóle ostatnio są bardzo dokuczliwe. Lekarz pierwszego kontaktu kazał to natychmiast zoperować i dostałyśmy skierowanie do chirurga i do szpitala.
Najlepiej żeby z oddziału w którym planowana jest operacja, Mamę zbadał anestezjolog, i to on zadecyduje czy nadaje się Mama do zabiegu. Kamica jest już objawowa ( bóle bardzo dokuczliwe), i taki stan wymaga leczenia operacyjnego. Najlepiej operować się jak najszybciej, bo odraczanie terminu operacji może tylko doprowadzić do komplikacji.
Wynik TK
Drobne zmiany włókniste w seg IV i VI płuca prawego oraz języczka płuca lewego. Cech wznowy miejscowej nie wykazano. Regresja stwierdzonego poprzednio ubytku zakontrastowania uszka lewego przedsionka. znamiennie powiększonych węzłów chłonnych oraz zmian mogących odpowiadać meta w strukturach kostnych nie wykazano.
Skowronku,
Pamiętam Ciebie sprzed 2 lat...
Jesteście w troszkę podobnej sytuacji, jak byl mój Tato. Dopadło Go coś nieonkologicznego - endoproteza stawu biodrowego, która miał Tata od 17 lat zniszczyła sie i była pilnie potrzebna wymiana... Na tyle pilnie, że kośc wpadła do miednicy i ból był ogromny:( A Tata był tuz po chemiach, a przed zaplanowanym naświetlaniem radykalnym.
Taty onkolog nie widział przeciwskazać do leczenia operacyjnego po zakończeniu lamp. Pani radioterapeutka jak się dowiedziałam, że tata po lampach chce wymeiniać endoprotezete to się za głowę zlapała i powiedziała, że był zbyt obciążająco leczony, wyniki ma bardzo dobre, a ta operacja mozemy doprowadzić do wznowy choroby, albo do spowodowania przerzutów, bo operacja powoduje ogromne oslabienie i wowczas te pojedyńcze komórki rakowe się uaktywnią.. Mówiła, ze pacjentów onkologicznych, ktorzy mają szanse na wyleczenie operuje sie tylko i wyłacznie w przypadku bezpośredniego zagrożenia życia... Tatę bolała jednak noga niemiłosiernie. Nie mógł chodzić nawet o kulach. Nie mogł spać po nocach, tramal juz był za slaby na ten ból. Mieliśmy straszny dylemat moralny co robić - czy tata ma iść na operację biodra i ból zniknie, ale nie wiemy czy oslabienie po operacji nie spowoduje wznowy, czy pozwolić Tatcie cierpieć, wegetować w ciągłym bólu, a przerzuty i tak bez operacji biodra mogą się pojawić...
Tata psychicznie i fizycznie wykończony bólem stwierdził, że chce operacji, bo nie żyje, tylko wegetuje. Operacja była bardzo ciężka, tata stracił bardzo duzo krwi. W maju byl operowany, w sierpniu pojawiły się zawroty glowy. Nie nacieszył sie długo:( te zawroty to były objawy przerzutów do mózgu. Tata zmarł rok później.
Mija pól roku od śmierci taty... nie ma dnia, bym nie zastanawiała sie czy podjęlismy słuszną decyzję. Czy decyzja o operacji biodra nie przyspieszyła przerzutów. Mogliśmy czekać, ale jakość Taty życia była fatalna. Popadał w depresje, a fizycznie cierpial okropnie.
Rozumiem więc jaka to cięzka decyzja dla Was, tym bardziej, że onkolodzy też sa podzieleni. Jedni mówia nie operować, inni operować. kamienie mogą jednak spowodować stan zapalny z rozlaniem się żółći a to może spowodowac bardzo poważny stan zagrażający życiu. Z drugiej strony operacja nie jes na pewno tak obciążająca jak mojego Taty, więc może warto zaryzykować?
Cięzka decyzja...:( Trzymam kciuki....
witam po dluzszej przerwie...jMinelo sporo czasu od mojej ostatniej wizyty na forum. Duzo mi pomogliscie wiec czuje sie troszke zobowiazana i teraz ja chcialabym komus pomoc dodajac wiary i otuchy w podjeciu walki. Moja mama zachorowala 6 lat temu i zle to wszystko wygladolo na poczatku,ale w ogromnej mierze dzieki Wam jest ze mna do dzis. za wszystkie rady jeszcze raz dziekuje.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum