Każdy przeżywa chorobę inaczej.... jedni umierają ze strachu nie znając jeszcze diagnozy a inni walczą jak pumy znając ją. Jedni potrafią rozmawiać inni unikają nawet wzmianki o chorobie. Jedni się użalają nad sobą i absorbują swoją chorobą całe otoczenie a inni UCZĄ jak z nią żyć i jak.....umierać.
Ja miałam swoją nauczycielkę..... była nią cudowna osoba- Dorotka. Pokazała mi drogę taką bez strachu i użalania i drogę rozmowy o chorobie (wtedy jeszcze nie wiedziałam,że zachoruję na czerniaka). Mnie nauczyła.... ze mną rozmawiała.... niestety umarła a jej rodzina do dziś nie może się otrząsnąć. Nie przygotowała swojego męża..... Dziś ja z nimi rozmawiam i pokazuję im,że to jak walczyła i jej wieczny uśmiech na twarzy był po to by im pokazać,że trzeba żyć! I nie płakać.
Ja wiem,że Ona dba o mnie, pilnuje bym jak najpóźniej dotarła do bram św.Piotra i dba o nich. A każdy uśmiech mój i Jej rodziny jest specjalnie dla Niej.
))
Proszę, uśmiechajcie się więcej a te nasze Anioły tam na górze, będą szczęśliwe ;*