No, jesteś po prostu KOCHANA. Jak czytam Twoje posty to serce mi się raduje, choć łzy się cisną do oczu. Oby KAŻDY chory miał taką opiekę jak Wasza MAMA i był otoczony ludźmi takimi jak WY
Pozdrawiam gorąco!
Ze wszystkim Sobie poradzisz, obojętnie co się wydarzy.... Nie jesteś SAMA...
Dziękuję Wam wszystkim za troskę i ciepłe mysi. łatwo nie jest. Nie zapominamy mimo chwilowego szczęścia dlaczego mama tam jest. Jest trochę lżej. To hospicjum to CORDIS na granicy Katowic i Mysłowic. Ulica Teofila Ociepki.
_________________ Moja mama walczyła ze skorupiakiem od 28 04 2014 do 24 11 2014
Witam. Przepraszam, że ta długo się nie odzywałam. Lecz rzeczywistość dzień po dniu zabija nam czas.
Długą drogę przeszliśmy, mam wrażenie, że to wieczność cała minęła.
Mama. Mama jest już w domu, hospicjum rewelacyjnie ustawiło Mamę przeciwbólowo.
Miała dwie biopsje wątroby. Jedna nie udana, nie pobrano komórek nowotworowych, druga - czekamy na wyniki. Z wynikami jedziemy od nowa do onkologa. Mamie przez pobyt w Hospicjum przepadł termin wizyty u profesora Szczylika, przepadł termin przyjęcia na diagnostykę w Bielsku.
Czujemy się bezradni. Mama czuje się coraz gorzej , jest słaba, nie chodzi samodzielnie, praktycznie wcale. Walczy Tata z odleżynami. My z bratem żyjemy jak w wacie. Teraz on jest silniejszy, biega po lekarzach, lata za wszystkim, lekami, zaświadczeniami, wózkiem inwalidzkim itd...codziennie coś.
Ja skupiłam się na pracy, zawsze jak jadę do Mamy mam kamień w piersi, gdy stamtąd wyjeżdżam - to mam głaz na plecach. Odsuwam od siebie Mamy chorobę i jej nieuchronność. Staram się żyć tu i teraz i nie myśleć, bo zwariuję. Bezradność, bezsilność. Niemoc. Apatia - taki jest mój stan.
Lekarze praktycznie mamy nie leczą - wiem dlaczego, nie ma po co......
Wszystko jest w zawieszeniu. Tata miał dwie operację na jego oko. Pierwsza była źle przeprowadzona, druga już dobrze. Widzi więc na jedno oko i zajmuje się Mamą jak może. Brat zapisał Mamę do hospicjum domowego, przychodzi pielęgniarka środowiskowa raz w tygodniu. Nie wierzymy już w cud, nie czekamy na nic. Miała Mamusia mieć podawane kroplówki na przerzuty które ma w kościach, ale dostała tylko jedną. Nie mogą podać następnych planowych bo poziom wapna we krwi jest za niski. Stoimy w miejscu.
_________________ Moja mama walczyła ze skorupiakiem od 28 04 2014 do 24 11 2014
Dostaliśmy dzisiaj wyniki drugiej biopsji wątroby. Jest ta tak jak podejrzewał Richelieu ...wznowa raka piersi mimo jej usunięcia 23 lata temu, przerzuty do wątroby ....Umówiłam nas od razu na wtorek do onkologa z Bielska ale wiemy po rozmowie telefonicznej z nim że prawie nie ma żadnych szans na leczenie. Nie w tym stadium choroby, mama jest bardzo słaba, nie chodzi. Zrobimy w poniedziałek badania krwi, morfologia, CRP, bilirubina, próby wątrobowe, kreatynina - żeby zobaczył w jakim stanie jest organizm Mamy. Wtedy podejmie decyzje. Pusto mam w głowie, pusto w duszy.
_________________ Moja mama walczyła ze skorupiakiem od 28 04 2014 do 24 11 2014
Mówiłam oczywiście lekarzowi o stanie obecnym Mamy. Zabieramy Mamę ze sobą na wizytę, ale lekarz wie, że Mamie nie może powiedzieć całej prawdy. Mama nie jest na to gotowa i ma zbyt słabą psychikę aby to udźwignąć obecnie. Nie teraz. Przyjdzie na to czas. Naturalnie. Nie na siłę. On podejmie decyzje co dalej z leczeniem, jednak my z bratem nie zgodzimy się na żadną chemię agresywną, na kolejne bolesne zabiegi, które niczego nie przyniosą. Może lekka hormonoterapia ale sami widzimy że nie ma sensu męczyć Mamusi, teraz jest w miarę jak na ilość siedemnastu przerzutów do płuc, klatki piersiowej żeber, kości, kręgosłupa, biodra, wątroby i nerki.......Sami wiemy że chemia skróci to słabo tlące się w niej życie, a nam zależy aby nie cierpiała, nie płakała, nie bolało..... tu nam się udało..... hospicjum ustawiło przepięknie walkę z bólem... i to jest najważniejsze....tylko już to....
_________________ Moja mama walczyła ze skorupiakiem od 28 04 2014 do 24 11 2014
my z bratem nie zgodzimy się na żadną chemię agresywną, na kolejne bolesne zabiegi, które niczego nie przyniosą. Może lekka hormonoterapia ale sami widzimy że nie ma sensu męczyć Mamusi
fana napisał/a:
Sami wiemy że chemia skróci to słabo tlące się w niej życie, a nam zależy aby nie cierpiała, nie płakała, nie bolało..... tu nam się udało..... hospicjum ustawiło przepięknie walkę z bólem... i to jest najważniejsze....tylko już to....
Bardzo mądrze i zgodnie z ogólnie przyjętymi standardami postępowania w leczeniu paliatywnym,
najważniejsze jest zapewnienie mamie możliwie największego komfortu życia w chorobie i braku cierpienia.
Porównaj także: http://www.forum-onkologi...ycia-vt3249.htm
_________________ Solve calceamentum de pedibus tuis: locus enim, in quo stas, terra sancta est [Ex: 3, 5]
Witam was w tym tragicznym dla naszej rodziny dniu. Nie wiem czy pisze w dobrym wątku. Co przeszliśmy przez te ostatnie miesiące od 29 04 opisze kiedyś. Teraz nie potrafię. Teraz wiem o tym czuje to choc nie jestem lekarzem.....czuje ze mama moja ukochana odchodzi.....
Od zeszłego czwartku juz nie mogła siedzieć, tylko leżała. Od niedzieli utrata logicznego kontaktu. Trudności sie zaczęły przedwczoraj z jedzeniem, cały czas osłabienie, sen.....czasem sie budziła ale splątana. Od wczoraj prawie nieprzytomną. Mamy to szczęście ze jesteśmy domu. Razem. Od wczoraj mama juz nie je, dzisiaj trudności z polykaniem nawet wody podawanej strzykawka. Mamusia czasem podnosi ręce.......dość czesto....oczy prawie cały czas zamknięte, spocona. Ma sine koło nosa i ust. Ręce i stopy ciepłe, bez sinicy. Oddech wczoraj i rano charczacy. Teraz taki bardziej wyrównany rzadki i chyba głęboki. Jesteśmy noc stop z mama. Opowiadamy o nas, o mamie, wspominamy. Czesto trzymamy za rękę. Głaszczemy. Intuicja mi podpowiada ze to wkrótce. Czasami otwiera oczy ale ma je bardzo zmęczone, za mgła. Patrzy w sufit. Na nas dwa razy dzisiaj zareagowała ...raz powiedziała mojemu synowi i bratu ze ich kocha. A raz zawołała mnie.po imieniu. Kasiu..........a mnie ...nam serce mi pęka.czy mam racje ze zostało nam mało czasu ? Richelieu ?
_________________ Moja mama walczyła ze skorupiakiem od 28 04 2014 do 24 11 2014
Niestety - a pewnie i lepiej, by to nie przeciągało się nadmiernie - wszystko co napisałaś wskazuje na to,
że jest to kwestia najbliższych dni, jeśli nawet nie godzin.
Życzę Wam, by mama nie cierpiała i odeszła pogodzona z Bogiem, ze sobą i z Wami.
Pozdrawiam serdecznie, trzymajcie się ...
_________________ Solve calceamentum de pedibus tuis: locus enim, in quo stas, terra sancta est [Ex: 3, 5]
Richelieu pytanie mam. U mamusi wystąpiło według mnie duże powiększenie brzucha. W dotyku miękko i przelewajacy sie płyn. Mocz oddaje wiec to nie zastój moczu. Podejrzewam wodobrzusze. Dzwoniliśmy z bratem do pielęgniarki i na odległość potwierdziła. Gdy spytaliśmy co robić usłyszałam ze jesli chcemy to szpital, moze bedą ściągać ten płyn ale ze jest to skutek odchodzenia......jego kolejny etap. I teraz nie wiem czy dobra decyzje podjęliśmy. Ale nie chcemy wzywać pogotowia aby targali mame do szpitala. Tylko po to aby tam obce ręce zadawaly jej kolejny bol. Pomijam kwestie upokarzajacego lezenia na korytarzu. Nie chcemy tego. To niczego by nie zmieniło. Tak nam sie wydaje. Czy mam racje? Oczywiście cały dzien z jednej strony myśle ze jestem bydlę bo glodze mame aż drugiej widzę ze nawet tarte jabłuszko nie połyka. Tylko płyny. Podajemy sok bananowy, świeżo wyciśnięty sok z marchwi i jabłka. Co jeszcze mogę zrobic. Jak ulżyć mamie. Tylko to sie liczy. Czy mogę zrobic cos jeszcze.
_________________ Moja mama walczyła ze skorupiakiem od 28 04 2014 do 24 11 2014
Na forum trudno jest wypowiadać się tak na odległość, jakie postępowanie jest optymalne.
Jeśli transport mamy do szpitala z wymienionych przez Ciebie względów odpada,
być może dużo dałoby się pomóc mamie w domu, także np. doraźnie wykonać odbarczenie płynu z jamy brzusznej.
Uważam, że powinniście poradzić się lekarza mającego doświadczenie w leczeniu stadiów terminalnych,
najlepiej np. z opieki hospicyjnej.
_________________ Solve calceamentum de pedibus tuis: locus enim, in quo stas, terra sancta est [Ex: 3, 5]
Dzięki Richelieu. Brat moj napisał do lekarki z hospicjum SMS. Odpowiedz była jednoznaczna. Cytuje : Panie M. to objawy niewydolnosci wielonarzadowej zw z koncem funkcjonowania. Kazde dzialanie bedzie juz niewlasciwe i niedobre dla Mamy. Sa takie chwile...musimy to przyjac.
Czyli jest tak jak myśleliśmy intuicyjnie. Jazda do szpitala, lub zadawanie dodatkowego bólu jest bezcelowe i byłoby karygodne. Pozostaje nam tylko trwać przy mamie! czekac na koniec jej cierpienia a nasze ? Nasze sie dopiero zacznie......nie wiem czy kiedykolwiek otrząsnę sie z przerazliwej samotności, czy zapomnę jak mamusia patrzyła na mnie nie widząc mnie. Czy zapomnę trzęsące sie kochające ręce. Jak tu jestem to czuje sie lepiej. Ta noc w jednym pokoju z mama i rodzina, spowodowała ze pierwszy raz spałam od kilku tygodni. Lecz gdy dzisiaj na chwilke pojechałam do domu swojego psa nakarmić i sie przebrać to juz w aucie wylam z tęsknoty za mama. Jak ja bede dalej żyła bez niej.......
_________________ Moja mama walczyła ze skorupiakiem od 28 04 2014 do 24 11 2014
Kochana
Wasze ostatnie chwile, spojrzenia, dotyk dłoni - to wiele. Nigdy tego nie zapomnisz..... I przez to będziesz jeszcze mocniejsza.... bo było Ci to dane
jestem z Tobą myślami i ściskam Cię mocno
Iza
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum