Tak,powiedziałam mężowi,ale troszkę go okłamałyśmy ,tesciowa powiedziała ,ze tesc zmarł na zawał i myslę ze to kłamstwo ale w dobrej wierze było sluszną decyzją.Miałam metlik w głowie co zrobic ,wiesz rodzina jeszcze zaczeła maczac paluchy ,powiedzi ,nie mów i takie tam ,ze oni by zrobili to tak i tak .Moim zdaniem nikt nie powinien mnie pouczac co ja mam zrobic bo nikt z nich nie był w takiej sytuacji jak ja a zresztą zrozumie mnie tylko ten co cos takiego doswiadczył i był w podobnej sytuacji jak moja.
Jutro pogrzeb tescia pewnie znów beda o wszystko wypyttywac ,jejku a ja już nie chce opowiadac o męza chorobie bo to dla mnie jest niekonfortowe.
Ale dobrze ze moja tesciowa i meza siostra mi zawsze mówi ,ze ja wiem najlepiej co jest dobre dla Zbyszka i znam go lepiej niż one i napewno robie dla niego wszystko co można zrobic .Kurcze ale te ciotki sa bez serca,ale co one mogą wiedziec.
_________________ Romka.
To nie był czas,to nie była pora.21.o3.2014.
Ale dobrze ze moja tesciowa i meza siostra mi zawsze mówi ,ze ja wiem najlepiej co jest dobre dla Zbyszka i znam go lepiej niż one i napewno robie dla niego wszystko co można zrobic .Kurcze ale te ciotki sa bez serca,ale co one mogą wiedziec.
romka dalsza rodzina , szczególnie ta ktora ma niewielki kontakt z chorym i samą chorobą zawsze będzie uważac że wie więcej , lepiej co zrobić i jak postępować -chociaz nie mają zielonego pojęcia .
Te opnie nic nie znaczą
Wazne że Twoja teściowa i szwagierka Cię wspierają . Nic innego sie nie liczy .
Masz wsparcie w bliskich męza i tego się trzymaj .
Pozostałych i ich dobre rady ucinaj . Nie przejmuj się i rób swoje . Wiem że takie gadanie jest uciązliwe i wkurzające , nic na to nie poradzisz. Lepiej olać bo na myślenie innych nie masz wplywu.
Ludzie nie mają pojęcia z czym się borykacie.Kto tego nie doświadczył nie zrozumie. Dobre rady ignoruj i nie bierz ich do siebie.
Szkoda zdrowia i nerwów, są Ci potrzebne na codzień.
Siły życzę i cierpliwości- będa Ci potrzebne .
_________________ Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem, nie trać nigdy światła nadziei.
Romka, ja tylko dołączę się do słów poprzedniczek- absolutnie miej w nosie te komentarze i porady.
Ja przechodziłam przez to i doskonale rozumiem.
A co do mówienia o chorobie męża, to widocznie każdy tak ma, ze w pewnym momencie pytanie o chorego wręcz wzbudza agresję. Ja jestem pyskata wiec zawsze mówiłam, ze zapraszam w odwiedziny do mamy to zobaczą.
Nawet nad trumna kiedy jedna z koleżanek koniecznie chciała otworzyć zeby "zobaczyć TErenie", powiedziałam, ze mogła to zrobić przez cały czas kiedy zylA.
Mnie do szału doprowadzało jak dzwonili i pytali jak i jak tam, zMiast rusYc dupska i zwyczajnie mamę odwiedzić. To się wszyscy bali. Odsunelo się towarzystwo.
Romcia, Ty myśl o sobie tez, bo TY jesteś dla męża najwieksza podpora i wsparciem.
Mnie do szału doprowadzało jak dzwonili i pytali jak i jak tam, zMiast rusYc dupska i zwyczajnie mamę odwiedzić. To się wszyscy bali. Odsunelo się towarzystwo.
ultra napisał/a:
Ultra, wyjęłaś mi to z ust po prostu. To jest to co wkurza mnie najbardziej. Większość uciekła, ale gdy się gdzieś spotkamy to słyszę: pozdrów mamę...
Na początku choroby to robiłam , ale mamie było przykro, bo słyszałam: a czemu mnie nie odwiedzi?
Dlatego przestałam pozdrawiać. Mam ciotkę, której mama pomogła w życiu tyle, zaniedbując swoją rodzinę. A teraz odwiedzi raz na 2 miesiące udając bardzo chorą. Cała rodzina jest oburzona jej postępowaniem. A to były siostry tak blisko kiedyś.... ale teraz wyszło kto kogo potrzebował i kto kogo wykorzystywał.
Romka, trzymaj się kochana i olej te wszystkie ciotki które zawsze maja coś do powiedzenia, niekoniecznie mądrego.
Przytulam
Magda
[ Dodano: 2014-01-24, 14:50 ]
Przepraszam, coś mi nie wyszło z tym cytowaniem... ale chodzi mi o słowa Ultry
Ultra witam Cię kochana i dziekuje ze tu zaglądasz.
Oj u nas choroba postepuje małymi kroczkamim ale jednak Te cholerne nogi.
Tak jakos nie chce mi sie opisywac przebiegu choroby,sama wiesz jak to jest,gdy juz nie potrafi sie pomóc bliskiej osobie.
Wizyte w CO udało mi sie załatwic wczesniej,ale co z tego jak ordynator nie przyszedł do gabinetu i przyjeła nas lekarka u której bylismy raptem 5 min,popatrzyła,wysłuchała co miałam jej do powiedzeniam i wypisała RTG klatki i kregosłupa.U pani radiolog wizyta przebiegła podobnie ,mówiłam o tym,ze maż czesto zapomina myli fakty ,ale pani dr powiedziała,ze to skutki uboczne radioterapi.Nie wypisała nawet na MR głowy no bo po co?
Hm jakie skutki po tak długim czasie?
Pani radiolog kazała mi samej przyjechac 13.02 wtedy beda juz przeswietlenia to wypytam sie jej dokładnie o wszystko.
Jestem załamana mam wrazenie ,ze walcze z wiatrakami a lekarze już spisali meza na stratyk.A ja nie wiem co robic jestem zmęczona i mam juz dosc wszystkiego.
Ultra jeszcze raz dzieki .
A co tam kochana u Ciebie?
_________________ Romka.
To nie był czas,to nie była pora.21.o3.2014.
romka, strasznie to przykre, że każde badanie czy rada musi być przez nas wymuszana. Ja ze swoim M. już to przerabiałam gdy ostatnio zapytałam o coś lekarza to uzyskałam odpowiedź, że powinnam się cieszyć bo mąż i tak przeskoczył wszystkie statystyki przeżycia......ręce mi opadły.
Trzymaj si bo nie ma innego wyjścia.....niestety
_________________ Lidia
Nauczmy się kochać ludzi....bo tak szybko odchodzą.
Kobiety, myślę o Was... zaglądam. Niestety, wiem o czym piszecie, choć moja mama naprawdę nie mogła narzekać na opiekę i leczenie. Jakoś z taką postawą nigdy się nie spotkałyśmy.
Trzymajcie się kochane, dużo sił wam życzę.
Romka, wiem o czym piszesz,obchodzą się z człowiekiem tak oschle. Ja nie zapomnę ostatniej wizyty w CO , kiedy lekarZ dał mi swistek, ze zakończone leczenie i dalsza opieka w rejonie.
Tak naprawdę to ja nie wiem czy ten miedzybloniak był tylko na opłucnej czy może były przerzuty. Chemia nie zadziałała i tyle. Ja myśle ze bez niej byłoby lepiej, wystarczyłoby kleić plastry i to wydluzyloby mamie życie, a chemia je tylko skróciła i upodlila, bo położyła kobietę zawsze aktywna, pracowita, energiczną, taką dusze towarzystwA.
Jak sobie radZe? Teraz mam inne rzeczy nowe na głowie, moja 4 letnią córeczkę czeka operacja przepukliny, znowu mega stres.
Moja siostra bardzo zle znosi to wszystko, jest zrozpaczona, szuka pomocy u psychologa. Obwinia siebie i nas o to, ze nie zrobiliśmy wszystkiego, ze mogliśmy więcej.
Witam Wszystkich,którzy tu zagladają
Mam takie pytanie odnosnie rehabilitacji dla mojego meza
Czy jest jakas możliwosc wysłania męża do jakiegoś sanatorium na rehabilitacje nóg?
Jesli tak to gdzie i jak to łatwic?
Mąz jest dośc stabilny,jak to powiedziała mi pani dr,nie jest gorzej,ale te nogi z dnia na dzien słabsze,mimo wysiłku jaki mąz wkładał w cwiczenia,mysle ze mąż widząc ,że nie daje rady z nogami powoli się poddaje,nie chce cwiczyc a ja nie potrafię już go do tego przekonac .Teraz to on wymyslił sobie,że pomoże mu tylko sanatorium i nie da sobie przepowiedziec nic innego.
Jeżeli ktos z Was korzystał z tego typu rehabilitacji to prosze o pomoc.
_________________ Romka.
To nie był czas,to nie była pora.21.o3.2014.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum