To ja bym radziła jednak się zastanowić, a przynajmniej dowiedzieć się, jakie są objawy przedawkowania opioidów. Zwłaszcza stosowanych równolegle z kwasem walproinowym. I nie narażać pacjenta na ewentualną śmierć przez uduszenie.
Tak jak pisze Madzia nie wolno ,samemu ot tak przylepiać drugiego plastra
Po to są dawkowania aby się do nich stosować!
Na pewno Rodzice nie zadecydują sami o naklejeniu drugiego plastra.
Wszystkie decyzje o zmianie dawkowania leków konsultują z lekarzami (neurologiem lub lekarką rodziną - w razie potrzeby).
Tata od wczoraj czuje się trochę lepiej, biegunki już nie ma, niestety plecy go męczą.
Dziś z nim rozmawiałam chwilę przez telefon - miał całkiem raźny głos. Niestety męczą go realistyczne sny (a może to nie sny tylko jakieś rojenia na jawie?) i trudno mu je odróżnić od rzeczywistości. Zadzwonił do mnie, żeby zapytać, czy dzwoniłam do niego w sprawie obiadu, który jutro u nich będę gotować. Faktycznie - będę, ale omawiałam to tylko z Mamą. A jemu się skądś uroiło, że z nim też... Zmartwił się, że znowu mu się coś pomieszało
Byłam u Rodziców.
Tata był w nie najgorszej formie.
Akurat jak przyszłam, to trafiłam na pierwszą wizytę pani doktor z hospicjum domowego (po znajomości udało się przyspieszyć przyjęcie).
Młoda osoba, ale robiąca wrażenie kompetentnej. Miła, rzeczowa, o wszystko wypytała, zbadała Tatę, wyjaśniła zalecenia, zapisała je w czytelny sposób. W sumie była prawie 1,5 godziny. Powiedziała, że w ciągu 2-3 dni pojawi się również pielęgniarka, z nią można będzie ewentualnie porozmawiać o wypożyczeniu sprzętu (Tata myśli nad pożyczeniem krzesełka do wanny, bo trudno mu się jest samemu umyć). Zostawiła oczywiście swój numer telefonu, kazała dzwonić w razie potrzeby, a w niedziele i święta - na dyżur do hospicjum. Ustawiła leki (większość zostawiła tak jak było, jednak przepisała większą dawkę przeciwbólowego w plastrze, bo Tata do tej pory miał minimalną).
Muszę powiedzieć, że jakaś spokojniejsza jestem, gdy wiem, że Rodzice w razie czego mogą zadzwonić i poradzić się lub poprosić o przyjechanie i pomoc (w mniej pilnych przypadkach, bo pani doktor powiedziała, że w razie jakiegoś dramatycznego, gwałtownego pogorszenia - oczywiście trzeba wezwać zwykłe pogotowie). Myślę, że dla samego tego spokoju warto było Tatę do hospicjum zapisać. Mam nadzieję, że dalej będą się tak dobrze sprawować, jak ta pani doktor...
Muszę powiedzieć, że jakaś spokojniejsza jestem, gdy wiem, że Rodzice w razie czego mogą zadzwonić i poradzić się lub poprosić o przyjechanie i pomoc (w mniej pilnych przypadkach, bo pani doktor powiedziała, że w razie jakiegoś dramatycznego, gwałtownego pogorszenia - oczywiście trzeba wezwać zwykłe pogotowie). Myślę, że dla samego tego spokoju warto było Tatę do hospicjum zapisać.
Watro byłogo zapisać bo wiesz że tata ma opiekę i zawsze ma do kogo się zwrócic.
Hospicjum to najlepsza rzecz pod słoncem dla chorych i ich rodzin
to uczucie bezpieczeństwa jest bezcenne
kązdy by chciał zeby nigdy nie było potrzebne , ale to nierealne
Zyczę Tacie i wam jeszcze dużo czasu razem
_________________ Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem, nie trać nigdy światła nadziei.
Melduję, że u nas powolutku życie się toczy.
Tata raz ma lepsze dni, raz gorsze - normalne. Bywa, że niemal cały dzień przesypia, a bywa, że pomaga Mamie w kuchni, próbuje się troszkę gimnastykować...
Dramatycznych zmian nie widać na razie, choć z codziennym funkcjonowaniem jest powoli coraz gorzej w tym sensie, że Tata zapomina jak niektóre rzeczy się robi. Kilka dni temu byłam u Rodziców świadkiem, jak usiłował używać łyżeczki jako widelca i jakby nie mógł zauważyć, dlaczego tak źle idzie to jedzenie. Z drugiej strony - np.ciągle pamięta swój PIN do karty, której już dawno nie używał...
Sprawia też wrażenie jakby już z powrotem stracił świadomość tego, jak bardzo jest źle. A przynajmniej nie cały czas ją ma...
Dziwna to choroba i dziwne objawy ze strony mózgu... No ale widocznie tak już musi być.
Rodzice na razie z hospicjum zadowoleni - lekarka wydaje się bardzo OK, pielęgniarka już była trzy razy - jej wizyta (przynajmniej ta przy mnie) nie ograniczyła się do zadania paru pytań i osłuchania. Dokładnie Tatę obejrzała, obmacała, pytała o różne rzeczy bardziej i mniej związane z chorobą, poopowiadała trochę o sobie, taka trochę przyjacielska pogawędka to była - i chyba dobrze. Załatwiła też Tacie stołek do wanny, żeby mu się było łatwiej myć. Już korzystał i zadowolony jest.
No, tak to wygląda u nas na dzień dzisiejszy.
Proszę wciąż o kciuki i modlitwy, żeby taki stan bez dramatycznych zmian utrzymał się jak najdłużej...
Proszę wciąż o kciuki i modlitwy, żeby taki stan bez dramatycznych zmian utrzymał się jak najdłużej...
pamiętam o was i cieszę się że jest tak -jak jest, czyli w miarę , oby ten okres trwał jak najdłużej ,az chciałoby się zatrzymać czas w tych dniach ,kiedy jest dobrze
pozdrawiam serdecznie
_________________ Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem, nie trać nigdy światła nadziei.
No ale zawsze jak jakiś czas jest lepiej, to potem znów musi być gorzej. I jest. Tata miał dziś napad padaczkowy, pierwszy od długiego czasu, bo cały czas bierze leki. Do tej pory działały, ale widocznie już nie dają rady
Smutno mi, tym bardziej, że nie akurat teraz nie mogę Rodziców odwiedzić - kaszlę i mi z nosa cieknie...
Dziś myślę, że życie jest do dupy.
Witam Was, dziękując za ciepłe myśli i modlitwy.
Chyba pomogły, bo na razie sytuacja się ustabilizowała. Tata doszedł do siebie po tym ataku, póki co kolejnych nie było. Pani doktor z hospicjum powiedziała, że spokojnie można jeszcze zwiększyć dawkę Dexamethazonu (potwierdzając to, co jakiś czas temu mówił Rodzicom neurochirurg o maksymalnej dopuszczalnej dawce - Tacie jeszcze sporo do tego maximum brakuje). Niestety nie można już chyba dołożyć Depakiny. Ale może sam Dexamethazon ustabilizuje sytuację jeszcze na trochę.
Cieszę się tą stabilizacją (choć pewnie chwilową), niestety na odległość, bo dalej jestem chora Chciałam być super-kobietą i chodziłam z tym kaszlem do pracy, aż się doigrałam i mi się pogorszyło. Od dziś jestem na zwolnieniu
Mam nadzieję, że jednak niedługo będę mogła Tatę odwiedzić, bo już go nie widziałam ponad tydzień...
Tata wczoraj się przewrócił w domu Było to przy pielęgniarce z hospicjum, chciał zademonstrować, jak czasem trudno mu utrzymać równowagę po wstaniu. No i zademonstrował. Upadł i oczywiście mocno zabolały go plecy. Wszyscy się przerazili, a pielęgniarka podobno najbardziej.
Na szczęście dziś plecy wróciły do normy, ale Tata trochę się boi wstawać, Mama albo mój Brat muszą z nim chodzić np. do łazienki. Pielęgniarka obiecała załatwić taki balkonik podpierający.
Tak boli, że sprawny całkiem niedawno mężczyzna, kochający wędrówki po górach i jazdę na rowerze, będzie się teraz poruszał po domu z balkonikiem
Tak boli, że sprawny całkiem niedawno mężczyzna, kochający wędrówki po górach i jazdę na rowerze, będzie się teraz poruszał po domu z balkonikiem
kretko wiesz z czym walczycie i taka jest ta walka,
niestety przegrywa się w niej stopniowo
dobrze że tata się nie zniechęcił do chodzenia, a balkonik bywa pomocny
wiem jakie to przykre jak się patrzy co choroba robi z człowieka , ale nie mamy na to wpływu- niestety
nadal trzymam za Was kciuki
_________________ Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem, nie trać nigdy światła nadziei.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum